2008-02-29
Zaczęło się od Fibaka

Rozmowa z panem Jarosławem Kruszakiem, właścicielem Studiów Dekoral KRAK-KOLOR i SIGMAKOLOR w Krakowie.

Jest Pan bez wątpienia czołowym tenisistą sieci Dekoral. Jakie były początki Pana przygody z tenisem?

Od najmłodszych lat byłem zainteresowany sportem. W szkole podstawowej była to piłka nożna – zdobyliśmy wówczas 3 miejsce na mistrzostwach Polski, ale grywałem też w koszykówkę. Nie spełniłem się jako wyczynowiec, jednak sport pozostał mi we krwi.

Tenis pojawił się w moim życiu, gdy miałem już 23 lata, a więc dosyć późno. Zainspirowały mnie w dużej mierze ówczesne sukcesy Wojciecha Fibaka. To był czas, w którym tenis ze sportu uprawianego w wąskim kręgu przemienił się w sport popularny. Na wszystkich boiskach, gdzie był kawałek równego asfaltu, pojawiały się słupki i amatorskie korty tenisowe. Tak się akurat złożyło, że również w 23 roku życia zostałem raczkującym biznesmenem. Założyłem firmę remontowo – budowlaną. A ponieważ zatrudniłem kilku pracowników, pojawiła się wtedy i odrobina wolnego czasu, którą  ogłem wykorzystać m.in. na tenis.

Biznes i tenis to dobrana para. Z czego to wynika? Czy to sport dla solistów?

Tenis na pewno jest sportem dla indywidualistów, a więc jednej z cech biznesmenów. Człowiek, który jest przyjacielem, po wejściu na kort staje się przeciwnikiem. Trzeba go pokonać. To gra na punkty i zawsze po etapie przyjacielskiego odbijania piłki przychodzi moment na współzawodnictwo. Ale schodząc z kortu już się o tym zapomina, a sympatia i przyjaźń - pozostaje.

Druga sprawa - grając w tenisa poznaje się wielu ciekawych ludzi, dla wielu przestaje się być człowiekiem znikąd. Czasami pomaga to w interesach, czasami stanowi po prostu wartość samą w sobie. Nie wyobrażam sobie, co prawda, rozpoczynania gry wyłącznie po to, by znaleźć się w pewnym środowisku, czy by wyrobić sobie kontakty. Natomiast odwracając sytuację – tak, dzięki zamiłowaniu do tenisa można w pewien sposób zyskać. To dodatkowy urok tej dyscypliny sportu.

Kibicował Pan naszym tenisistkom podczas tegorocznego Au st ralia Open?

Kibicowałem Domachowskiej i Radwńskiej, a n awet bardziej Agnieszce Radwańskiej . To dziewczyna z naszych okolic, z Krakowa. Znam Piotrka Radwańskiego, ojca Agnieszk i , który prowadził ją jako trener od dziecka. Znam jej dziadka, miłośnika tenisa, byłego trenera hokeja. W tej rodzinie była bardzo dobra atmosfera dla sportu i teraz widać tego efekty.

Nie ciągnęła Pana nigdy kariera zawodowego tenisisty?

Był taki moment, w którym tenis towarzyski, lokalny, przerodził się dla mnie we współzawodnictwo. Na przykład, 10 lat temu wraz z grupą znajomych, jako pierwsza ekipa z Polski, pojechaliśmy na Halowe Tenisowe Mistrzostwa Europy w Seefeld w Austrii. To spora impreza, na której rokrocznie pojawia się 700-800 zawodników w kategoriach wiekowych od 35 do 80-lat. Tak, nawet 80-lat. Bo tenis to gra, w którą można grać do ostatnich lat życia. Pamiętam, jak podczas Halowych Mistrzostw Europy grupa starszych panów wystosowała oficjalny wniosek do Kurta Winklera o uruchomienie dla nich specjalnej grupy wiekowej… 85+ . No, ale w mistrz stwach biorą udział, rzecz jasna, także młodsi zawodnicy, w tym byli zawodowcy z czołowych miejsc na światowych listach rankingowych, i choć różnica poziomów wyrównała się na przestrzeni tych lat, to nic wielkiego nigdy tam nie ugraliśmy. Jeździmy jednak nadal, ponieważ to cenne doświadczenie sportowe. A poza tym, mistrzostwa rozgrywane są w styczniu. Jest więc nie lada okazja do tego, by oprócz rakiet tenisowych zabrać również narty i zjechać jeszcze parę razy z alpejskiego lodowca…

Moja tenisowa kariera zaowocowała tymczasem pozycją jednego z najlepszych tenisistów amatorów w Krakowie. W klasyfikacji za sezon 2007r. zająłem 1 miejsce w kategorii wiekowej powyżej 45 roku życia. Uważam to za sukces, gdyż w rozgrywkach amatorów grywają także weterani kortów, zawodowcy, którzy zakończyli już karierę sportową. A to fenomenalni przeciwnicy.

Najciekawsza znajomość z kortów - uchyli Pan rąbka tajemnicy?

Na kortach wiele lat temu poznałem Generała Mieczysława Bieńka (wówczas jeszcze majora). Ze względu na udział Pan  Generała w wielu misjach pokojowych, nasze drogi krzyżujące się na kortach tenisowych rozeszły się na wiele lat. Po powrocie z misji w Iraku, generał M. Bieniek zaprosił mnie do klubu wojskowego. Od prawie trzech lat jesteśmy partnerami deblowymi. Co kwartał odbywają się Ogólnopolskie Turnieje Tenisowe Par, rozgrywane w dowództwach Okręgów Wojskowych. W rozgrywkach tych uczestniczą głównie wyżsi oficerowie, ale dopuszcza się do udziału również kilku cywili. Czasem uda nam się na nie wyjechać, zagrać i niejednokrotnie zwyciężyć. Mogę więc powiedzieć, że na korcie jestem dziś partnerem najlepszego tenisisty z pośród generałów w polskim wojsku. ☺

Oprócz tenisa, wspominał Pan coś o nartach i lodowcach…

O tak, narciarstwo to dla mnie doskonałe uzupełnienie zdrowej porcji ruchu. Niestety – sezonowe. Kiedy robi się cieplej, przesiadam się na rower. Puszczę Niepołomicką, czy Jurę Krakowsko- Częstochowską polecam każdemu miłośnikowi rowerowych wędrówek. Wysiłek fizyczny doskonale rozładowuje stres i pomaga u rzymać formę. A w biznesie – to bezcenne.

Dziękuję za rozmowę


Powrót